Blog > Komentarze do wpisu

Tak, słowa tego nie wypowiedzą, bo nie ma takich słów. Przybliżą tylko, ale nigdy nie ogarną, ani nie połączą w jedno. Pożądanie zamienia się w żal. Złość w smutek. Łatwa przyjaźń w trudną miłość – a może odwrotnie? Nie ma sensu marnować energii na urojone pretensje. Ona (energia) przyda się bardziej na to, aby uklęknąć, pochylić nisko łeb i powiedzieć:
– Przepraszam, już nie będę (…). Od tej pory będę się troszczył – na tyle, na ile potrafię. Będę dobrze myślał. I wspierał, i modlił za Ciebie – żebyś była szczęśliwa beze mnie, żebyś odnalazła prawdziwe szczęście… I nawet nie będę już tęsknił – żeby nie utrudniać nikomu życia, nie obciążać egoistycznym „moja”. I będę umiał rezygnować z siebie i dawać z siebie, nie oczekując niczego w zamian.
Potem, oczywiście – wszystko wywracam na nicę. Zaczynam wszystko od nowa. Biję głową w mur. Krew zalewa mi twarz. Płaczę, wołam do Boga. Moja pustynia: pokój, kuchnia, łazienka, komputer. Drżą mi ręce. Widzę jak ubywa mi kilogramów. Wreszcie coś pozytywnego. Będę zdrowszy…
To, co jest najważniejsze zawsze ukryte jest między wierszami. To, co najwartościowsze zawsze stanowi „duchową wartość dodaną”. Cielesność niby ważna, ale jak skutecznie zamydla oczy! Jak skutecznie próbuje wmówić, że posiadanie to najważniejsza rzecz na świecie! Nieprawda. Są rzeczy ważniejsze, piękniejsze, wartościowsze. Do nich trzeba dążyć. Im trzeba zawierzyć.
Biorąc wszystkie za i przeciw, wszystkie plusy i minusy – warto było czekać na Ciebie… – i się doczekać. Te nasze zadziwione buzie, wpatrzone w siebie, ni to z zachwytem., ni to z przerażeniem. Tak, takie chwile uczą rezygnować z siebie – po to, aby uratować drugą, kochaną osobę. Trudne doświadczenia są motorem wszelkich nawróceń. Tych małych i tych wielkich. Tych największych także.
Oswoić się z niedopowiedzianym, z chcianym-niechcianym, z nowym stanem duszy, z Nową Sytuacją, nowym kontekstem zdarzeń, nowym sposobem myślenia o sobie, o Tobie, o otaczającym świecie… Wierz mi, chcę się przestawić na nowe tory myślenia. Czemu? Bo chcę Cię (…) n a p r a w d ę , a nie na niby, „pod publiczkę”.
Myśli, że już nic nowego się w moim życiu nie wydarzy – okazały się płonne. Na horyzoncie zdarzeń pojawiają się coraz to nowe okoliczności – ale czy będą w stanie uzdrowić popękane serce, uciszyć krzyk nienasyconej duszy? Uratować to, co najcenniejsze?
Tylko Bóg jest w stanie mnie uzdrowić. Nasycić, ukoić, uspokoić.
Znasz mnie. Wiesz przecież, jestem – czyj? ; )

niedziela, 22 lutego 2015, radomjacek
Tagi: umieranie

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Mysz, *.internetdsl.tpnet.pl
2015/02/23 12:49:38
Chciałabym kiedyś doświadczyć takiego uczucia o którym piszesz. Ludzie nie mają pojęcia o tym jak wyglądają prawdziwe uczucia. Żyją jak we śnie: z dnia na dzień, pochłonięci pracą czy innymi obowiązkami. W Twoim pisaniu jest życie. Jest autentyzm. To niezwykłe.
-
2015/02/23 22:57:00
Dzięki : )