wtorek, 24 stycznia 2012

Spó¼niona k³ótnia o ACTA ma zasadniczo jedn± dobr± stronê: oto wreszcie internetowa spo³eczno¶æ obudzi³a siê z letargicznego snu i zrozumia³a, ¿e przedwyborcze virtual show nie ma nic wspólnego z powyborczym real life.
Nie tak dawno zastanawia³em siê w tym blogu, czy jest jeszcze w narodzie jaka¶ si³a, która pozwoli³aby zorganizowaæ siln± opozycjê wobec poczynañ obecnej grupy trzymaj±cej w³adzê. Nie musia³em d³ugo czekaæ na odpowied¼, która przysz³a wprost z prozy ¿ycia. Okaza³o siê, ¿e jednak jest jaki¶ punkt, którego przekraczaæ, póki co, jeszcze nie wolno – choæ i to jest sprawa umowna i wymagaj±ca g³êbszego przemy¶lenia. Szkoda, ¿e opór spo³eczny pojawia siê w sytuacji, kiedy kto¶ próbuje odebraæ internautom ich ulubione zabawki: darmowe ¶ci±ganie muzyki, filmów, gier komputerowych. Oto paradoks naszych czasów: jeste¶my w stanie prze¿yæ nieuprawnione manipulacje przy funduszach inwestycyjnych, zaw³aszczanie monopolu na w³adzê, horrendalne podwy¿ki benzyny, nieobiecywane przedwyborczo podwy¿szenie wieku emerytalnego – ale nie mo¿emy ¶cierpieæ, ¿e kto¶ chce zabroniæ darmowego kopiowania muzyki ulubionego artysty, co nawiasem pisz±c jest zwyk³± kradzie¿±. Oto mentalno¶æ polskiego social networku: przypomina, niestety, cytat ze s³ynnego dramatu m³odopolskiego wieszcza: „Niech na ca³ym ¶wiecie wojna, byle polska wie¶ spokojna”.
Z jednej strony: szkoda, ¿e dopiero teraz otworzy³y siê oczy co po niektórym przeciêtnym zjadaczom nie tylko internetowego chleba, z drugiej: ¿al, ¿e nie da³o siê tego zrobiæ wcze¶niej, w zdecydowanie lepszych i bardziej przejrzystych warunkach. Có¿, pozostaje tylko obserwowaæ, kiedy i w jakich okoliczno¶ciach pobudzona do dzia³ania spo³eczno¶æ „Nie dla ACTA” przeobrazi siê w zwart± i ¶wiadom± opozycjê spo³eczn±, która doprowadzi do pozytywnych przemian spo³ecznych i politycznych w naszym kraju. Oby tak by³o, choæ – na moje oko – droga ku temu d³uga i krêta.

11:52, radomjacek , Felietony
Link Dodaj komentarz »
pi±tek, 20 stycznia 2012

Zawsze, gdy trafiam jakim¶ dziwnym zbiegiem okoliczno¶ci do ksiêgarni i patrzê na obscenicznie uwodzicielskie, pachn±ce lakierem i farb± ok³adki nowiutkich ksi±¿ek, mam ochotê zacz±æ pisaæ – natychmiast, nieodwo³alnie, tak szybko i zwinnie jak tylko siê da. Zastanawiaj±ce – przynajmniej dla mnie. Niewyt³umaczalny, transcendentny zew pisania wci±¿ we mnie tkwi i daje o sobie znaæ w zaciszach ulubionych ksiêgarni. Mimo wszystko, mimo up³ywu lat, krwi, z³udzeñ na swój temat – zew objawia siê w u mnie systematycznie w kontakcie z du¿± ilo¶ci± ¶wie¿o wydanych ksi±¿ek. Mo¿e w owych ¶wie¿o wydanych pozycjach zawarta jest wci±¿ ogromna ilo¶æ niewytraconej, niewygaszonej energii Twórców, którzy – przenosz±c na swe ¶wie¿o upieczone dzie³a maniê ci±g³ego, nieustannego my¶lenia o nich – uruchamiaj± w stoj±cych na pó³kach ksi±¿kach szczególnego rodzaju aurê, która – rezonuj±c z moj± aur± – przyzywa do pisania. I ja ¶ci±gam tê aurê, tak jak antena typu multi-room ¶ci±ga nadawane programy. Pi, pi, pi, pi, pi… Jestem zatem medium. Medium – to brzmi nader ³adnie. Czy¿ nie? Przenoszê w g³owie sumê swoich i „nie-swoich” (tzn. wymy¶lonych) do¶wiadczeñ i wydajê mi siê, ¿e ¶wiat, który widzê jest ¶wiatem, który sk³ada siê z moich prze¿yæ, przemy¶leñ, wspomnieñ. ¦wiat subiektywnych prze¿yæ próbujê zatrzymaæ, utrwaliæ, zapisaæ. Tylko – po co? Z lêku przed ¶mierci±, z lêku przed amnezj±? A mo¿e jednak jest jaka¶ wznio¶lejsza motywacja, która sk³ania mnie do pisania? Wszak pisanie to twórczo¶æ, a twórczo¶æ to przymiot Boga. Wiêc „byæ twórczym” oznacza byæ podobnym Bogu, byæ bratem Najwiêkszego i Najfajniejszego Twórcy. A zatem ju¿ nie lêk, lecz pragnienie rozwoju; nie ograniczono¶æ ¿ycia, lecz pragnienie nie¶miertelno¶ci! O, tak… To nawet do mnie pasuje… Wpiszê to sobie do CV…

15:04, radomjacek , My¶li
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 stycznia 2012

dzi¶ jest
¶roda
23 listopada
2011 roku
przeczyta³em
w stopce sieciowego portalu
w gazecie
w kalendarzu pok³adowego komputera
na facebookowym tu i teraz
dzi¶ jest 23
jutra nie ma
to skojarzenie dopad³o mnie
jak kula wystrzelona z karabinu
jak b³ysk sylwestrowego ol¶nienia
dzi¶ jest / jutra nie ma
w twoich oczach
w oczach boga
w blogach wspó³towarzyszy niedoli
tu i teraz / dzi¶ jest
¦roda / jak ¶rodek ¿ycia
jak niedopa³ek papierosa
jedyny niepowtarzalny
w¶ród innych / niepowtarzalnych
jedynych niebieskich
wczoraj
nie ma
jutra
nie ma
dzi¶ jest
listopada dzieñ
tylko ten taki tu
niepowtarzalny nijaki
¶ci¶le jasny / ¶ci¶le tajny
okre¶lony w czasie
zainstalowany w przestrzeni
w pajêczynie innych wszech¶wiatów
niebieskich niepowtarzalnych
jak on
jeden
(nie)powtarzalny
(nie)zapomniany
(nie)wa¿ny
dzi¶ jest
jutra nie ma

16:36, radomjacek , Wiersze
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 stycznia 2012

im wiêcej s³ów
tym mniej znaczeñ
wyrwanych z kontekstu zdarzeñ
zapomnianych powie¶ci poematów wierszy
nie pamiêtam o swoim przeznaczeniu
zamieniam siê w sopel wymy¶lonego lodu
ikonê cichego niedopowiedzenia
z³ota br±zy zielenie
emocji coraz wiêcej
¶wiat³a coraz mniej
zegarek tyka
temperatura spada
li¶cie ¿ó³kn±
ikony patrz±
milcz± wymownie
telewizory
pal± siê
okna bloków
têtni± ¿yciem
trzewia ziemi
cmentarze
supermakety
nie jestem sam
nie jeste¶ sama

Tagi: wiersze
15:46, radomjacek , Wiersze
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 stycznia 2012

Nowe czasy – czy stare, odgrzane? Powrót do przesz³o¶ci? Jeszcze raz ta sama ¶piewka-samograjka. No co tam s³ychaæ w wielkim ¶wiecie niczego nowego? Komu dano Nobla?  Kogo wylano z pracy? Komu zabrano zabawki? Czy to prawda, ¿e Palikot wygra³ wybory? Nienawi¶æ zabija ten naród od ¶rodka – o ile jeszcze tworzymy co¶, co mo¿na by nazwaæ narodem. Nie trzeba bêdzie wroga zewnêtrznego – sami siê powyrzynamy. Cz³owiek cz³owiekowi… Nikt nie chce wiedzieæ, dlaczego jest tak, jak jest. Zatracili¶my instynkt samozachowawczy. Czy benzyna bêdzie po piêæ, po sze¶æ, a mo¿e po siedem z³otych? Jakie to ma znaczenie? I tak siê nie przeciwstawimy, nie wyjdziemy na ulicê. Nikt nie podniesie rabanu, nie bêdziemy strajkowaæ, samopodpalaæ, przywi±zywaæ do kaloryferów w wa¿nych urzêdach – bo ka¿dy chce je¶æ, je¼dziæ, kupowaæ, sprzedawaæ, interesy robiæ. Ogl±danie telewizji jest jak narkotyk. Jazda samochodem jest jak narkotyk. Jedzenie i picie jest jak narkotyk. To silniejsze od Ciebie, to lepsze od seksu, lepsze od Facebooka. Nie staraj siê z tym walczyæ – i tak przegrasz.
A wiêc, ¿yjemy – to wszystko. Pomimo kryzysu, galopuj±cych cen i k³amstw w TV. ¦wiat siê rozpada na naszych oczach, lecz my udajemy, ¿e wszystko jest w porz±dku. Wszak trwa karnawa³. Czas zabawy. Ludzie z u¶miechem podk³adaj± sobie najznakomitsze ¶winie, apteki sprzedaj± leki z pe³n± odp³atno¶ci±, m³odziaki id± do urzêdy pracy, ¿eby odhaczyæ siê na kolejne bez ma³a trzy miesi±ce.
Co wam mogê jeszcze powiedzieæ? Po co dok³adaæ spleenu do i tak ju¿ mocno zszarza³ego krajobrazu za oknem? Czy tego chcemy, czy nie – jeste¶ zdani na nowy, 2012 rok. Majowie przepowiedzieli koniec ¶wiata, ale i tak nikt nie jest w stanie w to uwierzyæ. Zbyt wiele koñców ¶wiata ju¿ prze¿yli¶my, ¿eby daæ nabraæ siê na kolejny. Co z tego, ¿e s³owa przestaj± mieæ jakiekolwiek znaczenie. Obietnice bez pokrycia to przecie¿ nasza narodowa cecha. Dajê s³owo, ¿e tak jest. Jednak, nie do¶wiadczy³em jeszcze najgorszego – i za to dziêkujê Bogu. Wchodzê na krawêd¼ urwiska – nie po to, ¿eby z niego skoczyæ, lecz po to, by podziwiaæ podniebne widoki. Metafizyczna granica miêdzy dobrem a z³em wci±¿ jest jasna, wyra¼na, niepodwa¿alna. Ale i tu zajd± zmiany. Przyjdzie czas, kiedy i te ostateczne granice zakwestionuje  wszechogarniaj±ca popkultura. Sk±d we mnie tyle pesymizmu? Wszak mamy nowy rok! Jak tu siê cieszyæ :) Nie chcia³by¶ by¶ na moim miejscu? Mn± siê nie przejmuj – ja tym bardziej nie chcê byæ na Twoim.

19:33, radomjacek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 01 pa¼dziernika 2011

Powrót do ¿ycia po remoncie mieszkania. Nowy etap w ¿yciu. Zmieni³o siê niemal wszystko: od koloru pod³ogi, ¶cian, wnêk – – po meble, firanki, zas³ony. Przez niemal pó³tora miesi±ca czu³em siê niemal ca³kowicie wykluczony z ¿ycia spo³ecznego. Siedzia³em na zakurzonych tobo³kach, obgryzalem paznokcie do krwi i odlicza³em czas, który pozosta³ fachowcom na ca³kowite przeanalizowanie i ponowne zsyntetyzowanie mojej doczesnej kryjówki. Zupe³ne odciêcie od rytua³u codziennych czynno¶ci, permanentne odseparowanie od Sieci, okazyjne tylko i ca³kiem niezbêdne wizyty na stronach instytucji, które uprzejmie, acz nieustêpliwie od lat przysy³aj± comiesiêczne pozdrowienia – i poza tym nic prawie. Policzy³em, ¿e w skali stresu Holmesa i Rahe'a za³apa³em siê na prawie 150 punktów, co w przek³adzie na jêzyk potoczny oznacza permanentne napiêcie i stan bliski szaleñstwu. Istotnie, je¶li chodzi o mój aktualny status psychofizyczny, to przyznaæ muszê, ¿e w ostatnim okresie czasu pogorszy³ siê on znacznie. Pozytywne zmiany te¿ rodz± stres – warto o tym pamiêtaæ.
A co poza tym? Ca³a sfera intymnego ¿ycia moich facebookowych przyjació³ przesz³a ko³o nosa! Sromoty Adamka nie widzia³em na ¿ywo. Nie by³em na Uliczce Tradycji, nie widzia³em najnowszych ekscesów naszej cudownie za¶ciankowej radomskiej ¶mietanki towarzyskiej. Pomimo tych wszystkich ma³ych i du¿ych niedogodno¶ci, jestem bogatszy o nowe do¶wiadczenia. Do¶wiadczenia te, jak  optymistycznie mniemam, przyczyni± siê do mojego moralnego i fizycznego wzrostu. Ale ze nie optymista – pe³n± gêb±! ¦miejcie siê, ¶miejcie. ja i tak wiem swoje.

19:03, radomjacek , humoreski
Link Dodaj komentarz »
¶roda, 27 lipca 2011

Okres przedwyborczy zmusza do my¶lenia i – co za tym idzie – do dokonania gruntownego rachunku sumienia ze swoich przesz³ych i przysz³ych decyzji. Kto¶, kto ¶ledzi ten blog mo¿e doznaæ lekkiego oszo³omienia – wszak zawsze dystansowa³em siê od w±tków ekonomicznych, politycznych, a tu nagle taka „nag³a przemiana”. Od razu spieszê z wyja¶nieniem (którego absolutnie nie nale¿y traktowaæ jako usprawiedliwienie!): to, ¿e nie pisa³em o polityce, o ekonomii, o stanie naszego miasta, pañstwa, kontynentu nie oznacza³o bynajmniej ¿e siê tym wszystkim nie interesujê. O nie, Moi Drodzy, interesowa³em siê tym wszystkim – i to od bardzo dawna. Wszak ka¿dy z nas nie¶wiadomie albo ¶wiadomie zajmuje siê polityk±, ekonomi±… – oceniaj±c chocia¿by stan w³asnego portfela. Od polityki i ekonomii nikt z nas nie ucieknie, bo ka¿dy musi zap³aciæ rachunek za pr±d, gaz, benzynê, codzienne zakupy – a te wszystkie ma³e i du¿e wydatki s± najlepszym papierkiem lakmusowym zmian zachodz±cych w naszym kraju, zarówno na p³aszczy¼nie politycznej jak i ekonomicznej.
I oto teraz zadajê sobie proste pytanie: czy lepiej ¿y³o mi siê cztery lata temu, czy teraz? Czy obietnice o drugiej, zielonej Irlandii zi¶ci³y siê w moim osobistym ¿yciu, w ¿yciu moich najbli¿szych, znajomych, przyjació³? A je¶li nie, to w co takim razie, co przyjdzie mi uczyniæ, gdy ju¿ niebawem po raz kolejny bêdê mia³ okazjê decydowaæ o politycznych i ekonomicznych losach mojej ojczyzny? Daleko mi do tego, ¿eby przeceniaæ rolê swojego g³osu na wyborczej szali, ale przecie¿ te g³osy (g³osiki) bêd± siê kumulowaæ, jednoczyæ, rosn±æ w si³ê – wszak ludzi my¶l±cych podobnie jak ja s± w Polsce tysi±ce, setki tysiêcy, miliony. I ka¿dy ma prawo g³osu, ka¿dy ma prawo wyra¿enia w ten sposób opinii – i nie mo¿na tego zbagatelizowaæ, ani obróciæ w ¿art.
Na kogo warto g³osowaæ? My¶lê, ¿e pomimo mojego genetycznego wstrêtu do polityki, trzeba o tym rozmawiaæ, dzieliæ siê swoimi spostrze¿eniami, opiniami, bo je¶li nie zrobiê tego teraz, to potem nie bêdê móg³ mieæ do nikogo pretensji. Nikt za mnie nie pójdzie do wyborów i nie wybierze okre¶lonego kandydata. Czy znów pozostanie mi oddaæ swój g³os na skazan± na marginalizacjê partiê, która nie bêdzie w stanie stanowiæ kreatywnej, twórczej si³y politycznej w parlamencie zdominowanym przez „ugrupowania”, które wykorzystuj±c naiwno¶æ mass mediów kreuj± siê na potentatów – podczas gdy ich realne poparcie spo³eczne jest ¿adne, albo prawie ¿adne?
Czy tego chcemy, czy nie – ¿yjemy w wirtualnym ¶wiecie wykreowanym przez prasê i telewizjê. Czy zauwa¿yli¶cie, jak bardzo ró¿ni± siê miêdzy sob± sonda¿e, w zale¿no¶ci od tego, na czyje zlecenie s± tworzone? Internet to dobre ¼ród³o wiedzy, szczególnie tej nieocenzurowanej, nieprzetworzonej przez korporacyjn± telewizyjn± maszynkê do mielenia faktów. Tym bardziej nale¿y korzystaæ z jego mo¿liwo¶ci i wymieniaæ siê niezale¿nymi sonda¿ami, póki jeszcze czas, póki jeszcze nas nie zamieniono na informacyjn± mielonkê – zwan± w nieco innych okoliczno¶ciach: miêsem armatnim.

21:15, radomjacek
Link Dodaj komentarz »
poniedzia³ek, 25 lipca 2011

    W jakim ¶wiecie przysz³o mi ¿yæ? Czy tak mia³ wygl±daæ wymarzony, wy¶niony XXI wiek? Czy jest nadzieja na przysz³o¶æ?
    Ostatnie doniesienia prasowe coraz bardziej przekonuj± mnie do zdecydowanej kontestacji zastanego obrazu rzeczywisto¶ci. Czy wydarzenia z Norwegii s± fina³em, czy raczej pocz±tkiem nowego etapu w dziejach starego kontynentu? Bankrutuj±ce kraje Europy, bankrutuj±ce USA, zalewaj±ca nachaln± tandet± Chiñska Republika Ludowa… – pocz±tek koñca, a mo¿e najzwyklejszy, nieunikniony i dawno zapowiadany zmierzch cywilizacji zachodniej? Mo¿e te wszystkie wspania³e koncepcje silnej, ¶wieckiej, zjednoczonej Europy zamiast pomóc zaprowadz± kontynent na krawêd¼ ca³kowitego pomieszania i szaleñstwa? Dlaczego tak siê dzieje? Wszystkie stare warto¶ci europejskie zamieniono na towar i komercjê – chêæ posiadania coraz wiêkszej ilo¶ci nowoczesnych komputerów, telewizorów, samochodów: oto, co krêci wspó³czesnych europejczyków. Ale czy mo¿na godnie ¿yæ ograniczaj±c siê tylko do zaspokajania kolejnych popêdów i pragnieñ?
    Chcieli¶my otwartej, tolerancyjnej Europy – no to j± mamy: ze scentralizowanym ustrojem gospodarczym a la pó¼ny ZSRR, z zalegalizowanymi ma³¿eñstwami homoseksualnymi, z granicami otwartymi dla przestêpców i terrorystów, z luksusowymi wiêzieniami dla seryjnych morderców; za to bez ko¶cio³ów, bez warto¶ci religijnych, bez cienia szacunku dla historii i dla odmienno¶ci kulturowej poszczególnych nacji. Zjednoczona, zunifikowana Europa wydaje siê byæ niemo¿liwa do realizacji. Paradoksalnie – sama sobie jest winna: nie mo¿na stworzyæ idealnego ustroju wsadzaj±c wszystkich do jednego wora i wmuszaj±c w nich ten sam zestaw ¶wiecko-socjalistycznych komuna³ów o równo¶ci i tolerancji. Na moich oczach upada mit Nowego Wspania³ego ¦wiata (który nota bene nigdy nie powsta³), mit mocnego euro i s³abego franka. Tylko patrzeæ jak USA og³osi niewyp³acalno¶æ – wtedy wiêksza po³owa europejskich mocarstw og³osi solidarne bankructwo i bêdzie pozamiatane. Reszty dope³ni± szaleñcy – tak jak ten z Norwegii. Byæ mo¿e, czeka nas wielki kryzys, o wiele wiêkszy ni¿ ten, którego teraz do¶wiadczamy. Powtórka z lat dwudziestych XX wieku? Oby nie. Wtedy doprowadzi³o to do wojny i ca³kowitego rozpadu starego ¶wiata.
    A co, dla odmiany, w naszym ukochanym, umi³owanym kraju? W Polsce (w tym jednym z najbardziej uciemiê¿onych ignorancj± i g³upot± pañstwie ¶wiata) ju¿ za chwilê rozpocznie siê przedwyborcza jatka. Zobaczymy wielorundowy pojedynek postawnych osi³ków w kolorowych szarawarach. Bêdzie to gala brutalnego, zawodowego boksu: boksu na bezmy¶lno¶æ i ignorancjê, na judzenie przeciw sobie i podk³adanie sobie karko³omnych ¶wiñ. Walczyæ bêd± odmó¿d¿eni herosi, przekonani o swej ponadludzkiej potêdze, sile, m±dro¶ci, s³uszno¶ci, ¶wiêto¶ci. Oto góra zrodzi³a mysz – naród, który stworzy³ Solidarno¶æ da³ siê og³upiæ i wykorzystaæ przez kilkuset nieudaczników, pseudopolityków, którzy od lat ¿ywi± nas komuna³ami i obietnicami bez pokrycia. Przed naszymi oczyma przesuwa siê korowód ludzi bez wstydu i honoru, dla których jedynym ¿yciowym celem jest zdobycie w³adzy i utrzymanie siê przy niej przez jak najd³u¿szy czas. Dla nich naród to puste s³owo, o którym przypominaj± sobie raz na cztery lata, kiedy nagle dociera do ich pod¶wiadomo¶ci bolesny fakt, ¿e jednak mog± zostaæ ocenieni, rozliczeni, wyrzuceni z koryta. Nic dziwnego, ¿e coraz czê¶ciej zwykli, poczciwi obywatele uciekaj± w wirtualn± rzeczywisto¶æ, chc± siê oddaliæ od tego napastliwego jazgotu polityków i stworzyæ sobie swoj± w³asn±, prywatn± niszê ekologiczn±.
    ¯yjê w ciekawych czasach. Nie wychodz±c z domu mogê dotrzeæ do niemal ka¿dego miejsca na ziemi, obejrzeæ domy, chodniki, ulice, ludzi przechodz±cych przez skrzy¿owanie. Nie wierzycie? Otwórzcie sobie Gogle Earth i przybli¿cie maksymalnie mapê Nowego Jorku, Tokio, Rio de Janeiro – jak anio³owie zejdziecie na ziemiê i obejrzycie panoramê Manhattanu z Brooklyñskiego Mostu, najludniejsze dzielnice japoñskiej stolicy, figurê Chrystusa patrz±cego na panoramê po³udniowego ¶wiata. W u³amku chwili mogê byæ tysi±ce kilometrów st±d – stan±æ na ulicy miasta po³o¿onego na drugiej pó³kuli.
    To do¶wiadczenie u¶wiadomi³o mi, jak szybko i jak namacalnie ¶wiat rzeczywisty zastêpowany jest przez wirtualny, cyfrowy odpowiednik. Cyfrowy odpowiednik coraz bardziej przypomina rzeczywisty ¶wiat. To ju¿ nie jest nieudolna, poz±bkowana komputerowa grafika, ale zdjêcia o du¿ej rozdzielczo¶ci, na których wyra¼nie widaæ szyldy sklepów, marki samochodów, kolor firanek w oknach, gatunek trawy zasianej przy chodniku, dziury w jezdni, otwory studzienek kanalizacyjnych. Realne jak cholera, choæ oczywi¶cie jeszcze nie na tyle prawdziwe, ¿eby zapomnieæ o bo¿ym ¶wiecie. Nawet jako¶ siê przeciwko temu cyfrowemu odpowiednikowi ¶wiata nie buntujê, absolutnie nie sro¿ê brwi. Nie zdo³am przecie¿ wszêdzie dotrzeæ osobi¶cie, nie zd±¿ê odwiedziæ i zobaczyæ tych wszystkich dziur w jezdniach i studzienek kanalizacyjnych, które teraz w oka mgnieniu mogê dosiêgn±æ wirtualnym okiem. Sieæ mo¿e mi to umo¿liwiæ, u³atwiæ, uprzytomniæ potencjaln± mo¿liwo¶æ do¶wiadczenia tych miejsc, tych skojarzeñ – dlaczego mam z tej mo¿liwo¶ci nie skorzystaæ? W imiê czego, w imiê jakiej wydumanej zasady? Za parê lat nie bêdziemy ju¿ w ogóle wychodziæ z Internetu, bêdziemy do niego przypiêci ca³y czas – podobnie jak teraz do telefonu komórkowego.
    Za parê lat wiêkszo¶æ moich pragnieñ bêdê móg³ urzeczywistniæ za po¶rednictwem Sieci. W sumie ju¿ teraz jest to mo¿liwe, choæ jeszcze na do¶æ niskim poziomie realizmu. Ale technologia wci±¿ idzie naprzód. To co jeszcze parê lat temu wydawa³o siê kompletnie niemo¿liwe, teraz dzieje siê na moich oczach. Wpisy na Twitterze i Facebooku rozpêta³y rewolucjê na Czarnym L±dzie. Emocje z Sieci przeniesione zosta³y do rzeczywisto¶ci. Kiedy¶ by³o odwrotnie: najpierw by³y wydarzenia w realnym ¶wiecie, a dopiero potem przenoszono do sieci opinie i emocje na ich temat. A teraz jest odwrotnie – najpierw s± emocje i opinie w Sieci, które przenosz± siê potem do realnego ¶wiata. To jest prze³om. Tak jeszcze ¶wiat nie wygl±da³a. Jestem ¶wiadkiem prze³omu. Wszystko idzie w tym kierunku, aby zapewniæ mi mo¿liwo¶æ wirtualnego ¿ycia w przestrzeni Sieci. I tu was, mam nadziejê, zaskoczê – nie uwa¿am, ¿eby to by³o bardzo z³e. W takiej mo¿liwo¶ci kryje siê tyle¿ potencjalnych zagro¿eñ, co i nowych, pozytywnych mo¿liwo¶ci – to tak jak z no¿em, którym mo¿na ukroiæ chleb, albo ukatrupiæ bli¼niego. Sieæ daje nowe mo¿liwo¶ci, których nigdy nie zapewni³aby mi nawet najbardziej rozbudowana biblioteka czy galeria sztuki. We¼my chocia¿by dostêp do informacji. Mo¿liwo¶ci przyswajania i wymiany informacji za po¶rednictwem Sieci ju¿ teraz s± niemal nieograniczone. W u³amku chwili mogê byæ w ka¿dym miejscu ¶wiata, ¶ledziæ wydarzenia i dzieliæ siê opiniami na ich temat. Na moich oczach rozgrywa siê rewolucja, jakiej jeszcze nie widzieli¶my w historii zachodniej cywilizacji. Informacja, dot±d skrzêtnie kontrolowana przez w³adzê i poszczególne lobby, teraz wymknê³a siê nagle spod kontroli. Ka¿dy mo¿e udostêpniæ swój profil, wpu¶ciæ do sieci wiadomo¶æ, opiniê, ocenê. Sieæ nie zosta³a jeszcze nale¿ycie ocenzurowana i jest jednym z nielicznych miejsc, w którym ka¿dy mo¿e wypowiedzieæ swoj± nieocenzurowan± opiniê.
    Ta mo¿liwo¶æ wolnej wymiany my¶li nie zosta³a nale¿ycie doceniona przez Polaków, którzy u¿ywaj± Sieci najczê¶ciej do wymiany ¶miesznych filmików i zalewania swych bli¼nich hektolitrami s³owiañskiego jadu w niewybrednych komentarzach pod tekstami oponentów. Wiêkszo¶æ Polaków po prostu nie wie, jak korzystaæ z sieci, jakie adresy stron internetowych wybieraæ i zapisywaæ w zak³adce ulubione. Nasza wiedza o tym jak dzia³a Sieæ nie jest jeszcze na tyle „zsocjologizowana”, aby mog³a stanowiæ broñ przeciwko ignorancji polityków.
    Nie mamy jeszcze wypracowanych metod kanalizowania nastrojów spo³ecznych, ani uruchamiania za po¶rednictwem Sieci inicjatyw obywatelskich. Nie ma miejsc, w których poszczególne frakcje i skrzyd³a mog³yby siê wirtualnie zjednoczyæ po to, by potem wyj¶æ na ulicê i zmieniaæ rzeczywisto¶æ. Chcia³bym wierzyæ, ¿e kiedy¶ (w niedalekiej przysz³o¶ci) pojawi± siê takie portale, które w sposób ¶wiadomy i nieprzypadkowy bêd± ³±czyæ ze sob± ludzi, którzy nie tylko bêd± chcieli ze sob± pogadaæ, ale równie¿ zjednoczyæ siê i zrobiæ co¶ razem, wspólnie, od pocz±tku do koñca. Wszak przecie¿ w³a¶nie na tym polega demokracja. Demokracja to nie g³osowanie przez ca³e ¿ycie na dwie, czy trzy partie, które i tak ju¿ dawno straci³y zaufanie spo³eczne. Demokracja to tworzenie nowych partii, które bêd± reprezentowa³y interesy ludzi, a nie interesy skorumpowanych polityków. Dopóki w Polsce wci±¿ bêdziemy uparcie g³osowaæ na trzy, cztery ugrupowania polityczne (podobno licz±ce siê, ale to iluzja, któr± nam funduj± mass media), dopóty bêdzie tu szala³a ciemnota, nepotyzm i ogólnie pojêta gówniarzeria.
    Jeste¶my na po³y krajem gówniarzy, na po³y krajem intelektualistów i romantyków. Problem polega na tym, ¿e ci pierwsi robi± to, co ci drudzy chc± wpierw kompleksowo „przemy¶leæ” i „przeanalizowaæ”. Efekt prosty do przewidzenia: rz±dz± nami gówniarze, bo gówniarze nie teoretyzuj±, tylko po gówniarsku, z wielkim zaciêciem i gówniarskim entuzjazmem BIOR¡ SIÊ DO ROBOTY. Dopóki bêdziemy teoretyzowaæ, a nie dzia³aæ – zawsze bêdziemy pod paradygmatem rz±dów gówniarstwa wszelkiej ma¶ci. Trzeba siê zjednoczyæ nie tylko w my¶leniu, ale przede wszystkim w dzia³aniu. W przeciwnym razie – jedynym sensownym rozwi±zaniem bêdzie emigracja. Bo jak d³ugo mo¿na ¿yæ w kraju ciemnoty i fanatyzmu, gdzie nikt z nikim nie jest w stanie siê dogadaæ, gdzie k³ótnie i spory o najg³upsz± i najbardziej oczywist± rzecz zape³niaj± szpalty gazet i programów telewizyjnych. Gdzie ludzie kompetentni i z pasj± szukaj± pracy przez kilka lat podczas gdy ludzie bez do¶wiadczenia zajmuj± odpowiedzialne stanowiska tylko dlatego, ¿e kogo¶ znaj±, ¿e maj± jakie¶ tam poparcie. Nepotyzm i znajomkowato¶æ doprowadz± ten kraj do ruiny. To tylko kwestia czasu.


17:11, radomjacek , My¶li
Link Dodaj komentarz »
¶roda, 20 lipca 2011

zamazane indeksy wspomnieñ
terabajty nieod¶wie¿onych obrazów
zero-jedynkowy takt skurczów serca
miliardy gigaherców trzepoc±cych skojarzeñ
zegar systemowy odmierza krople istnienia
skojarzeni przypadkiem w równoleg³ych szynach magistral
spleceni w u¶cisku ¶wiat³owodów
zaczajeni na czacie
usidleni w sieci
logujemy siê do jednego z tysi±ca wymy¶lonych wcieleñ
oto duchy szamanów, galerie wypchanych zwierz±t
nieuczciwych policjantów, uczciwych z³odziei
brzydkich kacz±tek, dziewczynek z zapa³kami
o³owianych ¿o³nierzyków, królewiczów bez posagu
odnajdujemy siê po nicku
w tym samym pokoju, pod tym samym adresem
0 1 0 0 1 1 0 0 1 1 1 1
wysysamy krew z awatarów
0 1 0 0 1 1 0 0 1 1 1 1
z wirtualnych serc
0 1 0 0 1 1 0 0 1 1 1 1
z bezosobowych emocji
0 1 0 0 1 1 0 0 1 1 1 1
Tworzymy historie tysi±ca i jednej nocy
zapisuj±c wci±¿ ten sam plik pod inn± nazw±
¿ycie
st±d dot±d
zapisz jako
zapisz jako
zapisz jako
…

20 lipca 2011

22:30, radomjacek , Wiersze
Link Dodaj komentarz »
pi±tek, 15 lipca 2011

Uwaga, uwaga
pêk³a bañka mydlana...

  



22:45, radomjacek , muzyka
Link Dodaj komentarz »
¶roda, 13 lipca 2011

Nie mów: „Taki ju¿ jestem… To sprawa mojego charakteru”. Nie, to sprawa braku charakteru. B±d¼ mê¿ny.

Josemaria Escriva, Droga

wtorek, 12 lipca 2011

    Camino. Film. Polecam. Mia³em nie polecaæ, ale to silniejsze ode mnie. Wiêc polecam – trochê wbrew sobie, trochê na przekór. Camino. Zmusza do my¶lenia. Intryguje. Wkurza. Nie pozostawia obojêtnym. Camino. Jak ³adnie mo¿na wszystko przekrêciæ. Majster. Sztyk.

22:12, radomjacek
Link Komentarze (2) »
poniedzia³ek, 11 lipca 2011

najlepiej
pisze siê w bólu
mówi± – papier wszystko przyjmie
tym razem nawet on
mo¿e wykrwawiæ siê na ¶mieræ
obraz przyczynowo-skutkowy nie zawsze jest klarowny
tak bêdzie i tym razem
z góry przepraszam
skoro cz³owiek jest nieprzewidywalny
to tym bardziej – ja
otwarta ksi±¿ka skojarzeñ bardziej szokuje ni¿
szybki seks na jeszcze szybszej randce
niebo zamkniête
ju¿ nie przera¿a
wreszcie cisza
wiosenny wieczór
laptop na kolanach
wspó³czesna lampa Alladyna
ocean skojarzeñ zwi±zanych z…
usta wygiête w podkówkê
nie martw siê
nie my¶lê o Tobie
wystarczy, ¿e pamiêtam
zamiast serca
wystarczy mi
gwiazda za oknem
kamieñ w piersi
rozklekotany silnik naczyñ krwiono¶nych
atrament zamiast krwi
stukot klawiszy zamiast rani±cej stalówki
zamiast zwyk³ego przepraszam
g³upi wiersz
bez rymu i sensu
przekrêcam kluczyk w stacyjce
przesuwam pier¶cieñ na palcu
i ju¿ mnie nie ma
jakie to proste
jakie
to
piêkne
jakie
to…

20:43, radomjacek , Wiersze
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 lipca 2011

    Eksperyment czas zacz±æ! Codzienne wpisy – tak, to jest to, co wariaci pióra lubi± najbardziej. Niezapisana tablica jackowej (pod)¶wiadomo¶ci wrzucona do studni wype³nionej po brzegi k³êbowiskiem nieocenzurowanych skojarzeñ – to¿ to bêdzie lepsze widowisko od niejednego talk show'u komercyjnej telewizji! Ach, to mo¿e byæ nawet i ciekawsze, czasami nawet i lekko pieprzniête, ¿eby nie powiedzieæ - pikatne. Nie bêdê stroni³ od pieprzniêtych tematów, bo ¿yjemy w popieprzonych czasach – i tego akurat nie mo¿na bagatelizowaæ.
    Z czystej ciekawo¶ci chcê sobie trochê poeksperymentowaæ. Niech bêdzie to czysty badawczy hardcore bez ¿adnej taryfy ulgowej. A zasada, Moi Drodzy, jest prosta: codzienny wpis, choæby najbardziej oczywisty, choæby mia³ tylko byæ wypunktowaniem codziennie wykonywanych czynno¶ci - ma byæ i ma cieszyæ (ew. gorszyæ) oko. Rytm istnienia wpisaæ w codzienny, jednostajny, nieutulony krzyk powszednio¶ci – niez³y pomys³, i nawet chyba oryginalny. Niech ten blog eksploduje codzienno¶ci± i powszednio¶ci±, i niech rozsadzi w ten sposób mój (mam nadziejê, ¿e i Wasz) nieutulony wstrêt do zmarnowanego czasu. Odk±d komputer zast±pi³ mi pióro, ¶wiat sta³ siê dla mnie zbiorem zero-jedynkowych kombinacji. "Kocha - nie kocha, wyjdzie - nie wyjdzie, przyjm± do pracy - nie przyjm± do pracy, wezm± do nieba - nie wezm±... Zera i jedynki ¶wietnie oddaj± klimat dni ostatecznych - naszych dni. Wobec okropno¶ci, które mo¿e zaserwowaæ nam niedaleka przysz³o¶æ mój wrodzony brak samodyscypliny mo¿e wydawaæ siê dziecinn± igraszk±.
    Brakuje mi dyscypliny, a najlepszym sposobem na przyswojenie sobie jej tajemniczego powabu jest – BAT. A najlepszy bat, to drugi cz³owiek – i obietnica, przyrzeczenie, zapewnienie, rodzaj uk³adu, zobowi±zania, umowy – bardzo ulotnej, intymnej, niezapisanej nigdzie wiêcej jak tylko w sercu tej zagubionej w przestrzeni i czasie stronki. Byæ mo¿e to s³aba stronka, stronka na wiwat, stronka bez dostatecznej ilo¶ci wej¶æ i wyj¶æ, bez wymaganej ilo¶ci reklam i komentarzy, bez pikantnych obrazków i buraczanego folkloru. Nic to – najwa¿niejsze, ¿e jest Prawdziwa (o czym autor solennie zapewnia). Poznam Prawdê i Prawda mnie wyzwoli. Czas najwy¿szy. Ile mo¿na trwaæ  w stanie kompletnego zawieszenia? Potrzebujê prawdy. Potrzebujê wyzwolenia. I oto w³a¶nie wyzwolenie nadchodzi :o)

22:07, radomjacek
Link Komentarze (2) »
poniedzia³ek, 20 czerwca 2011

Najwa¿niejsz± rzecz± dla twórcy jest moment, w którym jest zdolny zakwestionowaæ w³asne rozumienie sztuki, tworzonego dzie³a, sposobu patrzenia na ¶wiat. Stan±æ przeciw sobie – to wy¿szy sposób istnienia, a co za tym idzie tworzenia. Stan±æ przeciw utartym nawykom – nie po to, ¿eby siê samoudreczaæ czy poni¿aæ, ale po to, by odkryæ w sobie nowe pok³ady witalno¶ci i pomys³owo¶ci, które pozwol± na nieustanny rozwój i odkrywanie nowych przestrzeni ducha.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6